Rzym na rowerze – czy to ma sens?
Krótka odpowiedź: tak, ma.
Dłuższa odpowiedź – jak to zwykle bywa – brzmi: to zależy, ale nasze doświadczenie jest bardzo pozytywne.
Z Monte Mario prosto w miasto
Mieszkaliśmy na Monte Mario i to był strzał w dziesiątkę. Z tego miejsca do centrum prowadzi świetna cyklostrada – z dala od ulic, samochodów i świateł. Ponad 4 kilometry czystej przyjemności, praktycznie aż pod sam Tybr.
Jeździliśmy nią każdego dnia, kiedy tylko braliśmy rowery. Zero stresu, zero klaksonów, tylko rytm pedałów i powolne wchodzenie w miasto.
Rzym ma ścieżki. I to całkiem dobre
W samym Rzymie zaskoczyła nas liczba dedykowanych ścieżek rowerowych. Często są one:
-
wyraźnie oznakowane,
-
fizycznie oddzielone od ruchu samochodowego,
-
poprowadzone wzdłuż parków, rzeki albo szerokich arterii.
To nie jest rowerowa Kopenhaga – jasne. Ale to dużo więcej, niż można by się spodziewać po tak starym i zatłoczonym mieście.
A co, gdy trzeba jechać z samochodami?
Bywają momenty, gdy ścieżka się kończy i trzeba włączyć się do ruchu. Wtedy:
-
adrenalina idzie w górę,
-
trzeba być czujnym,
-
momentami bywa nerwowo.
Ale – i to ważne – rzymscy kierowcy naprawdę mają wzgląd na rowerzystów. Zostawiają sporo miejsca, nie trąbią nerwowo, nie próbują „uczyć nas jazdy”. Nawet gdy coś kombinujemy, szukamy przejazdu albo zawracamy – raczej jest zrozumienie niż agresja.
Gdzie z roweru trzeba zejść
Są miejsca, gdzie po prostu nie ma sensu jechać. Nie dlatego, że ktoś zabrania, ale dlatego, że tłum jest zbyt gęsty.
Czyli klasyka:
-
Hiszpańskie Schody
-
Koloseum
-
Panteon
Tam rower staje się zawadą – dla innych i dla nas samych. Schodzimy, prowadzimy, chłoniemy miasto pieszo. I to też jest OK.
Bezpieczeństwo – zdrowy rozsądek
Jedna ważna rzecz: rower zawsze trzeba zabezpieczyć. Najlepiej:
-
na dwa zamki,
-
nie zostawiać toreb,
-
nie zostawiać zdejmowanych lampek.
Po co kusić los?
Podsumowanie
Rzym da się lubić na rowerze.
Nie jest idealny, bywa chaotyczny, czasem wymaga odwagi – ale daje ogromną wolność, niezależność i zupełnie inną perspektywę miasta.
Dla nas rower był nie dodatkiem, ale kluczem do codziennego Rzymu. I trudno byłoby nam teraz wyobrazić sobie ten wyjazd bez niego 🚲