🚴♀️ Szlak Wokół Tatr – dzień 2
Wycieczka po historii Orawy i kolejny etap epickich widoków z trasy
🏰 Poranek na zamku
Korzystamy z okazji, że jesteśmy tuż przy Zamku Orawskim, i z samego rana – po pysznym hotelowym śniadaniu (po którym nie trzeba sprzątać naczyń, uff 😌) – idziemy na wycieczkę.
Rowery zostają w hotelu, choć nasza gospodyni trochę kręciła nosem, bo trzeba opuścić pokój o 10:00.
Zamek wygląda tak, jakby ktoś zbudował go od niechcenia: najpierw dolny, potem środkowy, a potem – „a co tam, dorzućmy jeszcze górny, bo skała się nie kończy”. Efekt? Trzy poziomy kamiennego luksusu z widokiem, którego nie powstydziłby się żaden influencer.
🧠 Historia z humorem
Najważniejszy bohater tego miejsca – Jerzy Turzo. Gość z fantazją! Można powiedzieć, że był renesansowym project managerem Orawy. To on przerobił twierdzę w coś w rodzaju „Orawski Resort & Spa dla szlachty”.
Turzo był strategiczny i praktyczny – zapisał w testamencie, że zamku nie można podzielić. Dzięki temu przetrwał on w całości aż do XX wieku.
Zamek przeżył wszystko: wojny, najazdy, pożary, a nawet turystów w sandałach i skarpetkach. 😄 W 1800 roku spłonął niemal doszczętnie, a dziś zwiedzamy efekt odbudowy.
🎧 Zamiast audioguide’a – Zuzanna
Kupujemy bilet z linkiem do audioprzewodnika, ale po chwili podchodzi młoda dziewczyna i mówi z uśmiechem:
„To może ja wam opowiem coś o tym miejscu? Po co macie słuchać nagrania, skoro ja tu jestem?”
Tak poznaliśmy Zuzannę – pasjonatkę zamku i dumną Słowaczkę 🇸🇰. Oprowadzała nas z energią, jakiej nie powstydziłby się sam Turzo. Opowiadała po polsku, z sercem i humorem.
Z jej opowieści wyłoniła się też historia miłości Jerzego i Elżbiety – małżeństwa, które napisało ponad 500 listów do siebie. Brzmi jak gotowy scenariusz do serialu „Listy i Miłość na Zamku Orawskim”.
Najbardziej zapamiętaliśmy czuły zwrot Jerzego do żony: „Najmilsza Kosteczko Swojego Ciała.” ❤️
🌄 Widok z góry
Na koniec wspinamy się na najwyższy poziom. Widok zapiera dech: z jednej strony rzeka Orawa jak srebrna wstążka, z drugiej Tatry Zachodnie (choć dziś skryte w chmurach).
Z góry widać maleńką wioskę Oravský Podzámok, a zamek wygląda jak smok pilnujący swoich poddanych 🐉.
🚵♂️ W drogę!
Plan? A raczej jego brak. „Gdzie dojedziemy, to tam będziemy.”
Po kilku kilometrach zrozumieliśmy, że ten dzień będzie próbą charakteru. Podjazdy o nachyleniu 12% sprawiały, że nasze rowery wyglądały, jakby chciały złożyć wypowiedzenie. 😅
Zimno, wiatr, brak słońca – ale przyroda wynagradzała wszystko. Jesień w pełnej krasie – liście w odcieniach złota, czerwieni i miedzi. Odcinek między Melatiną a Bukoviną – czysta poezja asfaltu i kolorów.
Nie spotkaliśmy żadnego innego podróżnika. I właśnie wtedy padło pytanie:
„Czy z nami na pewno wszystko w porządku?” 😄
Może właśnie dlatego ta wyprawa była tak wyjątkowa. Bo przecież to, co trudne, zostaje w pamięci najdłużej.
🧭 Sisu i Growth Mindset
W takich chwilach człowiek odkrywa w sobie Sisu – cichą, fińską siłę, która mówi: „Jeszcze jeden zakręt, dasz radę.” 🇫🇮
To też esencja Growth Mindset – przekonania, że rozwój rodzi się z wysiłku.
Bo kiedy zmarzniesz, spocisz się i pokonasz własne słabości – wtedy naprawdę czujesz, że żyjesz.
🌙 Wieczór pełen nagród
Po 60 kilometrach dotarliśmy do Liptowskiego Mikulasza. Tym razem nie stodoła, ale hotel Domanova – cztery gwiazdki. Obsługa wita nas jak gości honorowych. Kolacja wygląda jak z konkursu kulinarnego – a smakuje jeszcze lepiej. 🍽️
Potem strefa SPA: sauna, zimne prysznice, cisza. Zimno znika, a w jego miejsce wraca spokój i wdzięczność.
Leżymy w milczeniu, czując, że świat jest dokładnie tam, gdzie powinien być – między wysiłkiem a odpoczynkiem.
🌿 Moment jak z filmu
Wracając wzdłuż rzeki, nagle z zarośli wyskakuje łania. W kilku skokach przekracza rzekę i znika w lesie.
Anka patrzy w zachwycie – spełniło się jej marzenie zobaczyć dzikie zwierzę w naturze.
Zatrzymujemy się w ciszy, wdzięczni za ten moment. Bo dla takich chwil się jedzie. 🌿

































