🚴‍♂️ Szlak Wokół Tatr – dzień 3

Przez Tatry Niskie do Popradu – asfalt, emocje i wellness po drodze

🍳 Syte śniadanie – podstawa sukcesu

Dzień zaczynamy tak, jak trzeba – od porządnego śniadania. Bo kto nie wierzy, że sukces rodzi się w hotelowej jadalni, ten pewnie nigdy nie próbował podjeżdżać pod 12% nachylenia z pustym żołądkiem.
Z drugiej strony, ładowanie tylu kalorii, ile ja potrafię, zwiększa znacząco obciążenie Ellie. 😉
Wyjeżdżamy w deszczu, ale to tylko lekki kapuśniaczek – bardziej jak peeling twarzy niż ulewa. Po wczorajszym chłodzie wszystko poniżej arktycznego wichru to już poprawa pogody. 🌧️

🌲 Przez Tatry Niskie – poezja w asfalcie

Trasa przez Park Narodowy Tatr Niskich to czysta przyjemność. Gładki asfalt, świeży zapach lasu i rytm drogi, który wciąga jak melodia.
Wokół góry – trochę jak w Beskidzie Żywieckim, tylko z większym rozmachem i mniejszą liczbą budek z oscypkami.
Jedziemy wzdłuż rzeki Čierny Váh, która towarzyszy nam cały dzień – raz spokojna, raz rozlana, jakby ktoś przesadził z otwieraniem tamy.

Decyzja o kierunku jazdy była prawie jak referendum w sprawie Brexitu – dyskusje, analizy, wątpliwości. Ale trafiliśmy idealnie: jedziemy głównie w dół! 🚴‍♂️💨

🚴‍♀️ Cyklo-chodnik do Popradu – raj na dwóch kołach

Po szalonym zjeździe (Anka – 48 km/h, ja – 55, ale ciii 🤫) w miejscowości Štrba wjeżdżamy na cyklo-chodnik – ścieżkę rowerową marzeń.
Idealny asfalt, linia pośrodku, mostki, strumienie, cisza. Jedziemy przez wsie i lasy, jakbyśmy wpadli do rowerowego raju.

🏙️ Poprad – rowery w spa, my też

Do Popradu docieramy już o 13:30. Za wcześnie na meldunek, więc kierunek: serwis rowerowy.
Chłopaki ogarniają wszystko w 20 minut – napęd, nóżka, detale. Ellie zadowolona, ja też.
Samo miasto nie zachwyca, ale za to nasz hotel – perełka! Boutique Hotel Doma u Nas w dzielnicy Spiska Sobota. Kamieniczki, bruk, cisza – jak miniaturowa starówka.

Obsługa wita nas, jakbyśmy właśnie wrócili z misji dyplomatycznej w Watykanie. 🙏
Dostajemy gigantyczny apartament, w łazience można by rozegrać mecz ping-ponga. Anka szczęśliwa, więc świat znów ma sens. 💕

Rowery zostają na dziedzińcu – bezpiecznie, choć modlimy się o brak deszczu, bo Err-04 może wrócić. 😅

🍽️ Kolacja, relaks i tortury wellnessowe

Zostajemy na kolację w hotelu – i to był strzał w dziesiątkę. Małe menu, ale każde danie brzmi jak poezja. Kelnerka opowiada o potrawach z pasją, jakby prowadziła program kulinarny.

A po obiedzie – strefa SPA & Wellness tylko dla nas. 100 minut gorąca, zimna, ciszy i medytacyjnej muzyki.
Raz gorąco jak w piekle, raz zimno jak w Tatrach o świcie. Ale po kilku rundach ciało wraca do życia, a my do równowagi.

🌄 Podsumowanie dnia

Siedemdziesiąt kilometrów czystej przyjemności – zmieniające się krajobrazy, rytm drogi, chłód, który już przestał przeszkadzać.
W końcu mamy październik, nie lipiec. Nie ma upału, ale jest coś lepszego – spokój, kolory i poczucie, że jutro znów będzie pięknie. 🌄