🚴‍♂️ Szlak Wokół Tatr – dzień 4

Poprad, a raczej Spiska Sobota – przez pola, lasy i mgłę do Zdziaru

☕ Poranek z kofeiną i życzliwością

Ruszamy z samego rana. Jest chłodno i wilgotno, ale po solidnym śniadaniu człowiekowi niestraszne nawet góry – albo to po prostu magia kofeiny. ☕
Wyjazd z Popradu idzie gładko. Jedziemy poboczem wzdłuż ruchliwej drogi, a słowaccy kierowcy zachowują się, jakby wszyscy ukończyli kurs „Życzliwość na drodze 2.0”. Zwalniają, omijają szerokim łukiem. Człowiek zaczyna się zastanawiać, czy nie wjechał do alternatywnego wszechświata, gdzie rowerzysta to istota szanowana.

Wokół pola po horyzont — szerokie, świeżo zaorane, gotowe na nowe plony. Na horyzoncie majaczą Tatry, ale dziś ukryte za mgłą i chmurami 🌫️. Trochę żal, ale może to dobrze – niedostępne rzeczy mają swój urok. Dla nas to znak: wrócimy tu na wiosnę.

🚴‍♀️ Vrbov – rowerowa poezja w asfalcie

W miejscowości Vrbov zaczyna się odcinek marzeń: ścieżka tylko dla rowerów, szeroka, bezpieczna, gładka jak poranny chlebek.
Droga prowadzi przez łąki i pagórki, a każdy zakręt to mała radość.
Trudno nie pomyśleć: czy to właśnie przyszłość turystyki rowerowej?
Jeśli tak – my już w niej jesteśmy. 🚴‍♀️✨

🏘️ Kežmarok i Spišská Belá – małe miasteczka z duszą

Przejeżdżamy przez Kežmarok i Spišską Belę – spokojne, urokliwe miasteczka, które rzadko trafiają do przewodników.
Mają w sobie klimat dawnych filmów: ryneczek, kawiarnia, kilka odrestaurowanych kamieniczek.
Widać ślady funduszy unijnych, a także, że zbliżamy się do bardziej turystycznych terenów – pensjonaty, reklamy „bike rental”, szyldy w trzech językach.

🍂 Tatrzańska Kotlina – jesienny sen o lesie

Za Spišską Belą zostawiamy pola i wjeżdżamy w las w kolorach jesieni.
Droga delikatnie wspina się w górę, zakręty mnożą się, a krajobraz z każdym kilometrem staje się piękniejszy.
To ta część dnia, gdy jedzie się wolniej, żeby dłużej popatrzeć. 🍂

🌫️ Zdiar – kraina spokoju i mgły

Ostatni odcinek z Babiego Potoku do Zdziaru prowadzi po świeżo wylanym asfalcie – pachnącym nowością.
Czujemy się jak pierwsi podróżnicy na tej trasie. Samochody w dole, my wysoko, a w tle Tatry Bielskie co chwilę wynurzają się zza chmur i znikają jak aktorzy w teatralnej mgle. 🎭

🏡 Mountain Resort River – ciepło i spokój

Nasz nocleg wygląda niepozornie z zewnątrz, ale w środku – wnętrza jak z katalogu wnętrzarskiego.
Apartament ogromny – tyle przestrzeni, że można by tam kręcić teledysk o samotności. 🎥
Anka zanurza się w lekturze kolejnych przygód profesora Langdona, ja obrabiam zdjęcia i piszę relację, żeby ten dzień nie uleciał z pamięci.

Na kolację – bufet marzeń. Nie podróżne „zjadłem banana, więc żyję”, tylko pełne, błogie nasycenie.
Anka musi mnie odciągać od stołu:

„Zostaw. Jutro też będzie śniadanie.” 😄

Nawet moja ukochana Kofola z dolewkami. 🥤 W takich chwilach człowiek wie, że życie ma sens.

🧘 Myśl przewodnia: nuda i sens podróży

Podczas takiej wyprawy jest czas na wszystko – także na nudę, która, jak pisał Arthur Brooks, nie jest brakiem bodźców, tylko przestrzenią na myślenie.
Kiedy przez pół godziny jedziesz prostą drogą wśród pól, bez rozmów i muzyki, coś się przełącza. Znika zgiełk myśli, a w głowie pojawia się spokój.
To właśnie wtedy Default Mode Network zaczyna działać – nasz wewnętrzny system refleksji i pomysłów.

Brooks miał rację: nuda to dar. To w niej pojawiają się najlepsze pomysły i najprostsze odpowiedzi na trudne pytania.

🌅 Przepis na wakacje idealne

Nie wiem, czy uda mi się kogokolwiek przekonać do takiego podróżowania – z sakwami, pakowaniem i kaprysami pogody – ale dla mnie to równowaga doskonała.
Trochę wysiłku, trochę luksusu. Trochę przygody, trochę spokoju.
Każdy dzień to mini-biwak, a każde popołudnie – nagroda w postaci prysznica i talerza pełnego jedzenia.

Czasem coś się popsuje, czasem trzeba kombinować, czasem zmarznąć. Ale przecież o to chodzi – o ruch, odkrywanie i improwizację.

Bo jeśli podróż daje ci nudę na przemyślenia, górki produkują adrenalinę, a bufet wymaga, żeby ktoś cię odciągnął od stołu –
to znaczy, że wszystko działa, jak trzeba. 😄

🚗 Powrót i zapowiedź ostatniego dnia

Przed nami ostatni dzień. Podobno największy podjazd.
A potem już tylko z górki na pazurki do Nowego Targu, gdzie czeka Ori – wierny samochód i symbol powrotu do domu. 💚