Wyprawa do źródeł ciekawości
„Eureka” – teraz rozumiem, jak Archimedes musiał się czuć, wykrzykując te słowa.
On znalazł odpowiedź na pytanie naukowe, ja właśnie znalazłem odpowiedź na pytanie o źródło.
Źródło jednej z moich najmocniejszych cech: ciekawości i chęci dzielenia się wiedzą z innymi.
Gdy kilka lat temu natknąłem się na książki Simon’a Sinek’a – Start with Why i Find Your Why – poczułem, że naprawdę warto wiedzieć, jaka jest moja misja. Korzystając z narzędzi zaproponowanych w tych książkach, udało mi się ją nazwać:
“I open doors to knowledge about the world, people and ideas, so that you can become a better person professionally and personally.”
Dobrze się z nią czuję. Idealnie wpisuje się we wszystko, co robię – zawodowo i prywatnie.
Pozostawało jednak pytanie: skąd się taki wziąłem?
Czy wydarzyło się w moim życiu coś, co ustawiło mnie na tym „nauczycielskim” kursie?
Jeszcze do wczoraj nie potrafiłem wskazać konkretnego momentu.
Podczas lekcji z Jadwigą rozmowa zeszła nam na dzieci i używanie smartfonów. Rozmawialiśmy o tym, jak jest dziś, a jak było kiedyś. I wtedy przyszło olśnienie.
„Eureka!”
Zobaczyłem siebie jako nastolatka — trzynaście, czternaście lat — siedzącego na łóżku w moim dużym pokoju w Michałowicach. W rękach trzymam sporą książkę: twarda okładka, ładny papier, mnóstwo kolorowych zdjęć. To Encyklopedia Larousse’a. Dostałem ją od rodziców, choć dziś nie pamiętam już, czy od Mamy, czy od Taty. Pamiętam za to doskonale, że totalnie mnie pochłonęła.
Uwielbiałem ją czytać: krótkie hasła, rzeczowe i przejrzyste opisy, no i oczywiście ilustracje. To był odpowiednik dzisiejszego TikTok’a. Każda nowa informacja odpalała w moim mózgu dopaminę.
„Daj więcej, daj więcej” – krzyczały moje synapsy.
Po jakimś czasie do naszego domu przyszedł pan Dyrektor z Wicedyrektorem. Mieli do mojego taty jakąś sprawę zawodową. Nie, nie chodziło o moje naganne zachowanie — nie tym razem. Pamiętam jednak, że wychodząc, jeden z nich powiedział moim rodzicom, że ich syn to prawdziwy erudyta.
Usłyszałem to słowo, ale nie wiedziałem, co oznacza. Uśmiechnąłem się pewnie dość głupkowato, po czym pobiegłem na górę sprawdzić jego znaczenie. Dzięki Encyklopedii Larousse’a dyrektor uznał mnie wtedy za osobę oczytaną, intelektualistę z szeroką wiedzą na różne tematy.
Nie ukrywam — to było bardzo miłe uczucie być tak ocenionym. Zawdzięczałem tę oponię moim rodzicom, którzy sami cenili wiedzę i jej zdobywanie. Mama miała imponującą kolekcję książek o sztuce, historii i odkryciach naukowych. Z Tatą można było porozmawiać o nowinkach technologicznych, społeczeństwie i historii. To oni podarowali mi tę niezwykłą książkę. To im zawdzięczam swoją ciekawość świata, ludzi i idei.
Jest jednak jeszcze jeden element: dzielenie się tym, czego sam się dowiedziałem.
Nie chciałem być jak Eric Tucker, zwany czasem „Secret Lowry”, który przez dekady tworzył obrazy i rysunki w samotności, niemal nikomu ich nie pokazując. Ja chciałem się wiedzą dzielić. Chciałem, by mogła wpływać na innych tak, jak wpływała na mnie.
Okazuje się, że sporą rolę mogła w tym odegrać także osobista misja samego twórcy encyklopedii.
Pierre Larousse wierzył w demokratyzację wiedzy. Jego życiowym mottem było:
„Instruować wszystkich o wszystkim.”
Chciał, by jego książki były źródłem wiedzy i inspiracji zarówno dla przeciętnego człowieka, jak i dla naukowca.
Gdzieś przez mgłę przypominam sobie charakterystyczny symbol na Encyklopedii Larousse’a: kobietę dmuchającą w nasiona mniszka lekarskiego. Towarzyszy mu hasło:
„Je sème à tout vent” – „Sieję przy każdym wietrze”.
Piękne! W punkt! Aż mnie wbiło w fotel, gdy do tego wróciłem. Jakaż to spójna i piękna misja: szerzyć wiedzę we wszystkich kierunkach.
Teraz już wiem, skąd wzięło się u mnie to „nauczycielskie zacięcie”.
Czuję się dziś trochę jak Jacek Pałkiewicz, gdy w końcu dotarł do źródeł Amazonki. Tak — to on, polski podróżnik i odkrywca, wraz z międzynarodową ekipą dotarł w 1996 roku do źródeł Amazonki na zboczach Nevado Mismi w Peru.
Ups… i znowu płynnie wszedłem w swoją nauczycielską rolę 🙂
