Pamiątka Śmierci Jezusa
Okazja do pielęgnowania wdzięczności
Wczoraj była Pamiątka Śmierci Jezusa — święto, które obchodzą Świadkowie Jehowy i osoby ceniące Biblię na całym świecie.
Nasza Pamiątka odbyła się w Sali Królestwa, oczywiście po zachodzie słońca. Sala była pięknie przygotowana na tę uroczystość. Na podium stały starannie wybrane przez Anię kwiaty – bukiet róż o wdzięcznej nazwie Red Noemi. Sam proces organizacji tych kwiatów to materiał na niezłą historię 😊
Przyszło wielu gości — do tego stopnia, że trzeba było dostawiać krzesła. Wiele osób zupełnie nowych, takich, które chciały zobaczyć, jak wygląda taka uroczystość. Tak było z Panem Robertem i jego żoną. Są Romami i mieszkają w Polsce od dawna. Ponieważ Pan Robert nie mówi dobrze po polsku, to nawet miałem okazję porozmawiać po angielsku na pamiątce, co nie zdarza się często.
Szymon bardzo dobrze poprowadził wykład. Mówił z entuzjazmem i potrafił trafić do serca. Podobało mi się szczególnie to, jak odwoływał się do Boga jako naszego Ojca i jak używał prostych, obrazowych przykładów. Ten o tym skąd ktoś wie, że jest namaszczony zapadł mi w pamięć — że to trochę jak telefon, który wibruje ci w kieszeni. Tylko ty o tym wiesz. Nikt inny. I nie masz wątpliwości, co to oznacza.
Pamiątka jako okazja do okazania Bogu wdzięczności.
A czym właściwie jest wdzięczność?
To pytanie jest ważniejsze, niż może się wydawać.
Cyceron — rzymski mówca, filozof i człowiek — powiedział kiedyś, że wdzięczność jest nie tylko największą z cnót, ale matką wszystkich pozostałych.
“Gratitude is not only the greatest of virtues, but the parent of all the others.”
Matką cnót. Nie jedną z wielu. Nie dodatkiem do listy. Fundamentem, z którego wyrastają inne.
Przez wieki filozofowie i teologowie intuicyjnie to rozumieli. Ale nauka dołączyła do nich stosunkowo niedawno. Robert Emmons, profesor psychologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis i jeden z najważniejszych badaczy tego tematu, opisuje wdzięczność jako proces dwuetapowy. Najpierw — uznanie, że w naszym życiu jest dobro. Takie proste, szczere „tak" powiedziane życiu. A potem — uświadomienie sobie, że przynajmniej część tego dobra pochodzi od kogoś innego. Że nie wszystko zbudowaliśmy sami.
To drugie jest trudniejsze, niż się wydaje. Bo wymaga pokory.
Brené Brown, której badania nad wrażliwością i odwagą czytam od lat, odkryła w swoich rozmowach z tysiącami ludzi coś, co ją samą zaskoczyło. Zakładała, że to radość rodzi wdzięczność — że ludzie szczęśliwi są automatycznie wdzięczni, bo mają za co dziękować. Ale było odwrotnie.
To wdzięczność rodziła radość. Ludzie, którzy opisywali swoje życie jako naprawdę radosne, bez wyjątku praktykowali wdzięczność. Świadomie. Codziennie. Nie jako uczucie, które przychodzi i odchodzi, ale jako coś, co robią.
„Gratitude is a practice, not just a feeling”
Brown podkreśla, że sama postawa wdzięczności nie wystarczy. Potrzebne jest działanie — coś, co jest widoczne, namacalne. Zapisywanie w dzienniku. Modlitwa. Wypowiedzenie na głos słów: „jestem wdzięczny za..." Jej rodzina co wieczór przy kolacji dzieli się jedną rzeczą, za którą każdy jest wdzięczny. Mały rytuał. Ale jak sama mówi — „it's small, but it's also big”.
To mnie nie dziwi. W końcu Biblia mówi to samo — tyle, że znacznie wcześniej.
Wdzięczność w Biblii
Z perspektywy biblijnej wdzięczność jest czymś więcej niż emocją. Jest postawą serca wobec Boga. Apostoł Paweł napisał: „Okazujcie się wdzięczni" (Kolosan 3:15). Nie: „czujcie się wdzięczni". Okazujcie. To słowo zakłada działanie.
Wdzięczność zaczyna się od uświadomienia sobie, co już otrzymaliśmy — życie, nadzieję, relacje, a przede wszystkim ofiarę Jezusa. Okup to największy dar, jaki kiedykolwiek został złożony. Pamiątka istnieje właśnie po to, żebyśmy się przy tym zatrzymali. Żebyśmy nie traktowali tego jako oczywistości. Bo łatwo jest przyzwyczaić się nawet do tego, co bezcenne.
Jehowa sam daje nam wzór okazywania wdzięczności — nagradza tych, którzy spełniają Jego wolę, dostrzega wysiłek, docenia wierność.
Dawid wyrażał wdzięczność, przeznaczając część swojej fortuny na budowę świątyni.
Potomkowie Asafa komponowali psalmy pochwalne jako podziękowanie.
A uboga wdowa, którą zauważył Jezus, wrzuciła do skarbony dwa małe pieniążki — i właśnie ona dała więcej niż wszyscy inni. Bo dała z serca.
Wdzięczność w Biblii nigdy nie jest kwestią wielkości daru.
Jest kwestią wielkości serca.
I to jest dla mnie bardzo ważne.
Chciałbym być bardziej wdzięczny. Umieć patrzeć na rzeczy, które już mam — zarówno te duże, jak i te zupełnie zwyczajne — jak na coś naprawdę wartościowego.
To trochę jak z prezentem. Kiedy dostajesz coś pięknie zapakowanego, pojawia się ekscytacja i ciekawość. Otwierasz. I widzisz, że to jest dokładnie to, czego chciałeś. Przez chwilę naprawdę to czujesz. Każdy szczegół ma znaczenie — kolor, kształt, zapach nowości.
Problem w tym, że to uczucie nie trwa długo.
Opakowanie idzie do kosza. Nowa rzecz staje się częścią codzienności. Emocja stopniowo słabnie. Psychologowie mają na to nazwę — „hedonic adaptation” — przyzwyczajamy się do tego, co dobre, i przestajemy to zauważać. Nie w spektakularny sposób. Raczej po cichu, dzień po dniu, aż pewnego ranka budzisz się i nie pamiętasz już, jak bardzo cieszyłeś się z czegoś, co wciąż masz.
Czas i codzienność.
Czas i codzienność to dwaj cisi wrogowie wdzięczności. Nie niszczą jej hałaśliwie. Raczej wygumkowują — delikatnie, systematycznie, aż zostaje tylko blady ślad po tym, jak się czułeś.
Emmons pisze, że właśnie dlatego świadome liczenie błogosławieństw jest tak ważne.
„Count your blessings”
Bo przeciwdziała temu naturalnemu procesowi przyzwyczajania się. Zmusza nas do spojrzenia na to, co już mamy, świeżymi oczami. Znowu. I jeszcze raz.
Dlatego wdzięczność wymaga pewnego wysiłku. Nie ogromnego, ale regularnego. Trzeba do niej wracać, świadomie zatrzymywać się i przypominać sobie, co jest dobre. Brown mówi wprost: wdzięczność bez praktyki jest trochę jak wiara bez uczynków — nie żyje.
„Gratitude without practice may be a little like faith without works — it's not alive.”
Pamiątka bardzo w tym pomaga. Wyrywa nas z codzienności i kieruje uwagę na coś naprawdę fundamentalnego. Przypomina, że są rzeczy, których nie wolno nam traktować jako oczywiste. Że ktoś — Jehowa i Jego Syn — zrobił dla nas coś, na co nie zasłużyliśmy i czego nie jesteśmy w stanie spłacić. I że jedyną właściwą odpowiedzią jest wdzięczne serce, które okazuje tę wdzięczność w działaniu.
Nie chodzi o to, żeby przez cały czas chodzić w podniosłym nastroju. Raczej o to, żeby nie zgubić w sobie tej wrażliwości na dobro, które już jest. Na ludzi, którzy już są. Na obietnice, które wciąż czekają na spełnienie.
Bo jeśli o tę wrażliwość nie zadbamy, czas i codzienność szybko ją przykryją.
A jeśli zadbamy — zostanie z nami.
Cicho.
Wiernie.
Głęboko.


