Sezon rowerowy uznaję za otwarty

Przez kilka tygodni patrzyłem na Ellie opartą o ścianę w garażu i powtarzałem sobie: jeszcze nie teraz. Pogoda kaprysiła. Kalendarz pękał w szwach. Prognoza na weekend zmieniała się co kilka godzin jak nastroje na giełdzie krypto-walut. Ale w pewnym momencie poczułem, że jeśli znowu odłożę, to odłożę na zawsze.

Decyzja zapadła. Jadę.

Kierunek Pustynia Błędowska. To moje trzecie podejście do tej destynacji. Poprzednie dwa pobyty na Jurze za każdym razem zabierały mnie w inne okolice — piękne, ale to nie był ten cel. Od dawna chciałem przejechać słynną Ścieżką na Palach i zobaczyć nową betonową ścieżkę wokół pustyni, o której słyszałem tyle dobrego. Third time's the charm — pomyślałem, ładując baterie w dronie i kamerze, sprawdzając ciśnienie w oponach i planując trasę.

Super fajne uczucie, kiedy się szykujesz do takiego wyjazdu. Wszystko nabiera tempa. Sprzęt sprawdzony, trasa zaplanowana, pakowanie na Ori i w drogę.

Poranek był chłodny, ale niebo niebieskie i zachęcające do pobytu na zewnątrz. 280 km od Warszawy to prawie trzy godziny drogi, ale osiemdziesiąt procent prowadzi autostradą, więc schodzi naprawdę szybko. Puściłem sobie audiobooka — Ryan Holiday i jego, moim zdaniem najlepsza, książka Wisdom Takes Work. Pełno ciekawych historii, postaci historycznych i przykładów. Krótkie, treściwe rozdziały idealnie nadają się na samotną podróż. Czas zleciał migiem.

Samochód zostawiłem na rozległym parkingu pod Zalewem Wolbromskim. Nie było żadnych innych aut, bo to dzień świąteczny. Już na początek czekała piękna trasa wokół zalewu, a potem doskonała infrastruktura rowerowa ze świetnym oznakowaniem. Wcale nie musiałem korzystać z nawigacji w telefonie — co chwila wyraźne znaki wskazujące drogę na pustynię. Ktoś to dobrze przemyślał.

Miałem w końcu okazję polatać dronem. Wiatr był bardzo silny, więc dużo tego latania nie było. W pewnym momencie podmuch zwiał mi Spark'a prosto na drzewo i serce stanęło. Na szczęście nie było to wysoko — upadł na miękkie poszycie pod konarami i nic mu się nie stało. Uff.

Pustynia Błędowska robi niesamowite wrażenie. A ta betonowa ścieżka wokół niej to absolutny sztos. Świetny pomysł — idealnie wpisuje się w krajobraz i jest dość szeroka, żeby i rowerzyści, i piesi mogli z niej swobodnie korzystać. Choć trzeba uczciwie powiedzieć, że w pewnym momencie ruch na niej przypominał Marszałkowską w godzinach szczytu.

Po dwóch stronach pustyni rozciągają się mokradła. Z jednej strony bystra rzeka opływa drzewa żwawo i energicznie. Z drugiej — rozległe rozlewisko, które podziwiamy ze Ścieżki na Palach, tej samej, do której przymierzałem się od lat. Atrakcja goni atrakcję. Ależ tu się pozmieniało. Byliśmy tutaj z Anką raptem kilka lat temu, a tu tyle nowego.

Wyprawy rowerowe to mój sposób na ładowanie baterii — dosłownie i w przenośni. Szczególnie w formule HITORITABI, kiedy mogę swobodnie dysponować czasem i tempem podróży. Zatrzymać się na zdjęcia, polatać dronem, zrobić sobie przerwę w ruinach Zamku w Bydlinie na kęs kiełbasy i kajzerki. Moje tempo, mój czas. Just me, the bike, and the road.

Udało się. Sezon rozpoczęty. Ellie spisała się świetnie. Baterie naładowane. W końcu!

ZDJĘCIA

Kilka fotek z wycieczki

VIDEO

Jest też film z tej wycieczki

Relacja z Relive

Jest też krótki filmik z przebiegiem trasy.