Przez angielski do serca i umysłu
Relacja z XXX Lubelskiego Forum Nauczycieli Języków Obcych
Są takie wydarzenia, po których człowiek wraca do domu trochę zmęczony… ale bardziej „naładowany” niż przed wyjazdem.
Tak właśnie było po XXX Lubelskim Forum Nauczycieli Języków Obcych — Teachers for Teachers – Practitioners’ Forum.
Zacznijmy od miejsca.
Międzynarodowa Szkoła Podstawowa Paderewski na Symfonicznej. Już sama nazwa brzmi jak zaproszenie do czegoś więcej niż tylko edukacji. A kiedy się tam wejdzie — czuje się, że to nie jest zwykła szkoła. To przestrzeń, w której nauka naprawdę żyje.
Na korytarzu, chwilę przed przerwą, rozmawialiśmy z Panią Dyrektor, Agnieszką Szcześniak. Spokojnie, z uśmiechem, ale też z pasją opowiadała o swojej szkole. Tak że człowiek miał ochotę… zapisać się do niej jeszcze raz.
64 nauczycieli z Lublina i okolic.
64 osoby, które w sobotni dzień postanowiły zrobić coś, co nie jest oczywiste: przyjść i uczyć się dalej.
I to jest moment, w którym zawsze łapię się na tej samej myśli.
Podziwiam nauczycieli.
Za konsekwencję. Za ciekawość. Za to niezłomne „chcę robić to lepiej”.
Bo przecież można by powiedzieć: „już tyle lat uczę, już wszystko wiem”.
A jednak nie.
Jedna z sesji była w całości poświęcona aplikacjom wspierającym pracę nauczyciela.
Dużo konkretu. Dużo inspiracji. Narzędzia, które pomagają ogarnąć rzeczywistość klasy — tę dzisiejszą, dynamiczną, czasem wymagającą więcej niż kiedyś.
Ale dla mnie najmocniejsze momenty były gdzie indziej.
Jedna z nauczycielek opowiadała o pracy z uczniami wymagającymi szczególnej uwagi. Autyzm. Indywidualne podejście. Codzienna uważność.
Bez wielkich słów. Bez patosu.
Po prostu praktyka.
I właśnie wtedy przypomina mi się coś bardzo ważnego: nauczanie to nie jest tylko przekazywanie wiedzy. To jest praca z człowiekiem.
Była też sesja o CLIL-u.
English + physics.
English + geography.
Język jako narzędzie, nie cel sam w sobie.
To podejście bardzo mi bliskie.
Bo im dłużej uczę, tym bardziej widzę, że język jest trochę jak… drzwi.
Nie chodzi o to, żeby je podziwiać.
Chodzi o to, żeby przez nie przejść.
Ja, tradycyjnie, na koniec.
Krótka prezentacja o materiałach autentycznych.
I jedna myśl, którą staram się powtarzać coraz częściej:
Nasza praca to nie tylko uczenie angielskiego.
To także uczenie, jak być lepszym człowiekiem.
Duże zdanie. Wiem.
I wtedy pojawiła się moja mała mantra:
Doctors save lives.
Teachers shape and create lives.
Lekarze ratują życie.
Nauczyciele… pomagają je ukształtować.
Materiały autentyczne mają szczególną moc
Trafiają nie tylko do głowy.
One trafiają do serca.
A dzisiaj nie brakuje wartościowych materiałów autentycznych.
Pojawił się Kahlil Gibran.
Pojawił się Walter Mitty.
Przemyknęli Depeche Mode.
A obok nich… Marek Aureliusz i historia z Humans of New York — Vidal i Ms Lopez.
Trochę kultury.
Trochę filozofii.
Trochę życia.
I nagle robi się z tego coś więcej niż lekcja języka.
Było też trochę zabawy.
Multidecker zrobił swoje.
Rozmowy. Śmiech. Ten lekki harmider, który dla nauczyciela jest jednym z najpiękniejszych dźwięków.
Bo oznacza jedno: ludzie myślą.
Zrobiliśmy fragment lekcji z The Blue Tree — „40 lessons for life” Daniela Pinka.
Zatrzymaliśmy się też na jednej myśli z jego video:
Shortcuts are scams.
Wszyscy chcemy szybciej. Łatwiej. Prościej.
Ale w ważnych rzeczach… to nie działa.
I chyba właśnie dlatego takie spotkania mają sens.
Bo przypominają, że rozwój to proces. Nie skrót.
W drodze powrotnej słuchałem „Wisdom Takes Work” Ryana Holidaya.
I pojawił się Piotruś Pan.
Wiecznie młody.
Wiecznie ciekawy.
Wiecznie gotowy do przygody.
Pomyślałem wtedy, że nauczyciele języka angielskiego są trochę jak on.
Nie dlatego, że nie dorastają.
Tylko dlatego, że nie przestają się uczyć.
Świetne wydarzenie.
Kameralne, ale rzeczowe.
Poważne, ale lekkie.
Profesjonalne, ale bardzo ludzkie.
I jeszcze jedno.
To wszystko nie wydarzyłoby się bez ludzi.
Małgosia Tetiurka — organizacja, energia, spójność całego dnia.
Bo jak to już kiedyś pisałem — i dalej się pod tym podpisuję — nic wartościowego nie powstaje w pojedynkę.
Wracam z Lublina z jedną myślą.
Angielski to tylko początek.
Prawdziwa praca zaczyna się chwilę później.
Tam, gdzie język spotyka człowieka.
I coś w nim porusza.
A jutro?
Jutro wracamy do klasy.
Już trochę bogatsi.
Już trochę spokojniejsi.
I z kilkoma nowymi pomysłami, które — jeśli dobrze pójdzie — trafią nie tylko do głowy.
Ale i do serca.