Dwa marzenia
Każdy nauczyciel ma swoje „kiedyś". Kiedyś napiszę książkę. Kiedyś poprowadzę szkołę. Kiedyś stanę po drugiej stronie — nie jako uczeń, lecz jako autor. Moje „kiedyś" trwało trzydzieści lat. I właśnie się kończy.
✈️ Marzenie pierwsze: uczyć angielskiego w Anglii
Rok 1995. Zaczynam uczyć angielskiego. Mam dwadzieścia kilka lat, mnóstwo energii i jedno marzenie, które wydaje mi się tak odległe, że aż nierealne: chcę uczyć angielskiego w Anglii.
Słyszałem, że są tacy nauczyciele z Polski, którym się to udało. Nieliczni. Każdy, kogo znałem, mówił o tym z podziwem, jakby to był święty Graal nauczania — uczyć obcego języka tam, gdzie jest on językiem ojczystym. Wśród native speakerów. Na ich terenie. To brzmiało jak coś zarezerwowanego dla wybranych.
Minęły lata. Zostałem DOS-em w Profi Lingua. Rekrutowałem native speakerów. Jeden z nich — latem prowadził szkołę językową w Anglii, a w ciągu roku pracował u nas w Polsce. Pewnego dnia powiedział:
— Przyjedź do mnie na wakacje. Poprowadzisz zajęcia.
I tak się zaczęło.
🇬🇧 Embassy Summer
Przez kilka lat pracowałem jako nauczyciel w Embassy Summer. Uczniowie z całego świata. Europa, Azja, Ameryka Południowa. Każda lekcja była inna. Każda grupa — nowa energia, nowy język ciała, nowy humor.
Oprócz lekcji prowadziłem zajęcia z fotografii. To była moja nisza — coś, co wyróżniało mnie w zespole i dawało uczniom coś więcej niż gramatykę.
Potem dostałem całą szkołę.
Londyn. Trzynastu nauczycieli. Ponad trzystu uczniów. Odpowiedzialność, jakiej wcześniej nie znałem. I satysfakcja, jakiej nie da się opisać.
Marzenie numer jeden — spełnione.
📖 Marzenie drugie: napisać książkę
Gdzieś w tamtym czasie — może właśnie w Londynie, a może już wcześniej — zaczęło kiełkować drugie marzenie. Cichsze. Trudniejsze do zdefiniowania.
Chciałem napisać książkę.
Nie byłem od pisania daleki. Byłem pomysłodawcą i twórcą platform edukacyjnych. E-school dla Lingua Nova. ACT — Advanced Corporate Training — narzędzie dla ludzi z HR. Potem The Blue Tree — platforma z interaktywnymi lekcjami angielskiego. Tworzyłem treści, programy, materiały. Ale nie miałem na koncie książki. Takiej normalnej. Papierowej. Z okładką i moim nazwiskiem.
Pamiętam, jak Pani Grażyna Szyke z Lingua Nova miała swoją książkę, z której korzystaliśmy, budując e-school. Patrzyłem na nią i myślałem: chciałbym kiedyś zobaczyć swoje nazwisko na okładce.
Minęły kolejne lata. Nic nie wskazywało na to, że to marzenie się ziści.
🎂 Najlepszy prezent
Zupełnie niespodziewanie dostałem zaproszenie do projektu Polanglo — napisać książkę dla maturzystów.
Po krótkich negocjacjach dostaliśmy z Magdą Ślawską zielone światło. Kolejne tygodnie pamiętam jak przez mgłę. Tak intensywnie chyba nigdy w życiu nie pracowałem. Świetny zespół. Duża swoboda twórcza. Ale też jasno nakreślone cele i nieubłagany kalendarz.
Każdy dzień zaczynał się od pytania: ile jeszcze zostało do napisania? Każdy wieczór kończył się odpowiedzią: mniej niż wczoraj.
Kto pisał książkę, ten wie — to nie jest sprint. To maraton z elementami sprintu. Trzeba utrzymać jakość na przestrzeni dziesiątek stron, a jednocześnie dotrzymać terminu, który nie poczeka.
Pomogło doświadczenie. Lata tworzenia materiałów, setki lekcji, tysiące uczniów. Wszystko, czego uczyłem się od 1995 roku, znalazło swoje miejsce na tych stronach.
📚 Boost Your Matura
Dziś książka czeka w kolejce w drukarni. Jeszcze tylko kilka — a właściwie kilkanaście — dni i będzie można wziąć ją do rąk.
Jest na niej moje nazwisko.
Moje drugie wielkie zawodowe marzenie właśnie się urzeczywistnia.
To niesamowite uczucie — trzymać w rękach coś, o czym marzyłeś latami. Coś, w co włożyłeś wszystko, co wiesz. Coś, co — mam nadzieję — pomoże kolejnemu pokoleniu maturzystów poczuć się pewniej z językiem angielskim.
🧭 Co dalej?
Już wiem, co będzie moim kolejnym marzeniem.
Ale o tym — dopiero jak je spełnię.
Bo tak to u mnie działa. Najpierw praca. Potem historia.
A jeśli jesteś nauczycielem, który ma swoje „kiedyś" — nie odkładaj go na później. Trzydzieści lat brzmi jak wieczność. Ale mija szybciej, niż myślisz.