Po Lublinie ruszyliśmy do Krakowa.

I tam czekało mnie bardzo miłe zaskoczenie: nasza konferencja odbywała się na uniwersytecie. Bardzo lubię takie miejsca. Jest w nich coś trudnego do uchwycenia, a jednak bardzo wyraźnego — duch przechadzającej się wiedzy. Rozmowy studentów na korytarzach. Srogie miny profesorów. Plakaty zapraszające na ciekawe kierunki studiów i ogłoszenia o pracy. Sale wypełnione przedmiotami, które mają jeden cel: uczynić naukę ciekawszą, bardziej namacalną, bardziej prawdziwą.

A ponieważ był to Uniwersytet Rolniczy, Wydział Leśny, drzewa były tam właściwie wszędzie. W jednej z sal można było zobaczyć nawet różne stadia nagryzienia pnia przez bobra. Trudno o bardziej krakowski, akademicki i zarazem leśny klimat.

Ale prawdziwa bajka czekała na nas w auli.

Wielka sala. Centralna scena na podwyższeniu. Wygodne siedzenia, trochę jak w kinie, ułożone wokół sceny. Do tego profesjonalne nagłośnienie, które sprawiało, że mówiło się z prawdziwą przyjemnością. Wszystko miało w sobie rozmach, ale taki z klasą.

I jeszcze jedno: audytorium nie zawiodło.

Krakowscy nauczyciele okazali się wnikliwi, dociekliwi, ale też ciepli i serdeczni. Było wiele ciekawych rozmów. Mogłem opowiedzieć o Boost Your Matura i mniejszym, i większym grupom.

I po raz kolejny pomyślałem, że ta promocyjna trasa to nie tylko logistyka, przejazdy i prezentacje. To także spotkania z ludźmi, którzy naprawdę chcą rozmawiać o edukacji.

Cóż to za piękna przygoda.