Wrocław. Najpierw ludzie, potem program.

Są takie momenty, kiedy wszystko zaczyna się jeszcze zanim oficjalnie się zacznie.

We Wrocławiu nauczyciele pojawili się w Hotelu Śląsk na długo przed startem programu. Pół godziny wcześniej. Gotowi. Uważni. Chętni do rozmów. To zawsze robi na mnie wrażenie — bo pokazuje, że za tym zawodem stoi coś więcej niż tylko realizacja podstawy programowej.

Jest w tym prawdziwa troska.

Spotkania mają dwa cele

Z jednej strony — oczywiście — to okazja, żeby poznać ofertę wydawnictw. Zobaczyć nowe materiały. Zainspirować się.

Ale mam wrażenie, że jest też drugi, może nawet ważniejszy wymiar takich wydarzeń.

Rozmowy.

Z ludźmi, których zna się od lat.
Z ludźmi, których dopiero się poznaje.
Z ludźmi, którym — naprawdę — zależy.

Dla mnie to zawsze najcenniejsza część dnia.

Margarita i jedno ważne zdanie

Dzisiaj miałem okazję porozmawiać dłużej z jedną z nauczycielek o wdzięcznym imieniu Margarita.

Opowiadała o swoim liceum, o swoich uczniach, o swoich codziennych wyzwaniach. I o czymś, co często pojawia się w tych rozmowach — o obawach związanych z poziomem wiedzy młodych ludzi.

Słuchałem tego i pomyślałem jedną rzecz:

tym ludziom naprawdę leży na sercu dobro uczniów.

To nie jest praca „od do”.
To jest odpowiedzialność.

I chyba właśnie dlatego przychodzą na takie konferencje.

Żeby się uczyć.
Żeby być jeszcze lepszymi nauczycielami.
Żeby lepiej przekazywać wiedzę młodemu pokoleniu.

A u mnie? Mały eksperyment

Zachęcony przez Terry’ego zmieniłem trochę moje prezentacje.

Poprowadziłem całą sesję o Boost Your Matura po angielsku. "Mirecki, why are you speaking Polish to them? You know they are English teachers, right?" - zapytał wnikliwie Terry. 

I nagle okazało się, że to już nie jest tylko prezentacja książki.

To jest lekcja.

Boost Your Matura w praktyce

Zamiast mówić o książce — zaczęliśmy z niej korzystać.

Była mapa myśli.
Były fiszki na Multideckerze.
Były gry — wąż i labirynt.
Były też chmurki z podpowiedziami.

Trochę dłużej. Trochę intensywniej.

Ale też zdecydowanie bardziej angażująco.

I — nie ukrywam — dla mnie dużo więcej fun’u.

Nauczanie dorosłych to coś więcej

Im dłużej pracuję z nauczycielami, tym bardziej widzę, jak bardzo różni się to od klasycznej lekcji.

To nie jest tylko przekazywanie wiedzy.

To jest wspólne szukanie lepszych sposobów.
Wymiana doświadczeń.
Budowanie warsztatu.

Andragogy in action.

Na koniec

Patrzę na ten dzień we Wrocławiu i myślę, że takie spotkania mają w sobie coś bardzo dobrego.

Nie spektakl.
Nie wielka scena.

Ludzie. Rozmowy. Pomysły.

I to ciche przekonanie, że edukacja wciąż jest w rękach osób, którym naprawdę zależy.

A to — w dłuższej perspektywie — robi całą różnicę.