Budujemy sztuczną inteligencję, gdy naszej zaczyna nam brakować

Wczoraj wieczorem ktoś postanowił przeprowadzić eksperyment społeczny.

Wziął starego Golfa kombi i zostawił go dokładnie na środku drogi dojazdowej do naszego bloku.

Nie trochę z boku.

Nie „może ktoś się przeciśnie”.

Na środku.

Tak, żeby skutecznie zablokować wyjazd z naszych garaży.

Nie zostawił numeru telefonu. Kartki za szybą. Informacji, do którego mieszkania zapukać. Niczego.

Golf po prostu stał.

Monument ludzkiej bezmyślności.

Może zaraz wróci

Najpierw próbowałem zastosować starożytną, dziś coraz rzadziej praktykowaną metodę rozwiązywania problemów.

Zdrowy rozsądek.

Pomyślałem, że może to kurier. Może ktoś wnosi meble. Może wydarzyło się coś nagłego i właściciel zaraz wróci.

Czekałem pół godziny.

Nie wrócił.

A ja miałem jechać odebrać Ankę z półmaratonu.

Ori została więc w garażu, a ja musiałem wymyślić plan B.

Kiedy wróciłem godzinę później, Golf nadal stał.

Nieugięty.

Niczym latarnia morska.

Tylko zamiast pomagać ludziom znaleźć drogę, skutecznie ją blokował.

Postanowiłem zadzwonić po Straż Miejską.

I tu historia zaczyna robić się ciekawsza.

Procedura

Zgłoszenie zostało przyjęte. Po mniej więcej godzinie pod blok przyjechał patrol.

Dwoje bardzo młodych funkcjonariuszy. Wyglądali, jakby dopiero co opuścili liceum i zamiast wybrać studia, postanowili ruszyć na spotkanie z miejską rzeczywistością.

Musiałem zejść na dół.

Było już późno. W zasadzie szykowałem się do spania.

Ale procedura nakazuje, żeby zgłaszający stawił się osobiście.

Oczywiście.

Bo samochód stojący na środku drogi mógł być przecież tylko projekcją mojego zmęczonego umysłu.

Zszedłem.

Golf był.

Droga była.

Garaż był.

Problem również był.

Niestety okazało się, że rozwiązania nie ma.

Strażnicy poinformowali mnie, że samochodu nie odholują. Powodem miała być jakaś granica drogi, własność terenu albo inna metafizyczna właściwość chodnika, której do końca nie zrozumiałem.

Na tym jednak nie koniec.

Poproszono mnie, żebym wyjechał Ori z garażu i udowodnił, że nie da się przejechać obok Golfa.

To był mój ulubiony moment wieczoru.

Staliśmy przed samochodem zaparkowanym w poprzek drogi i najwyraźniej potrzebowaliśmy eksperymentu empirycznego.

Galileusz zrzucał kule z Krzywej Wieży w Pizie.

Newton obserwował jabłko.

Ja miałem wyjechać Ori z garażu i sprawdzić, czy dwa duże obiekty mogą zajmować w tym samym czasie tę samą przestrzeń.

Nie mogły.

Co więcej, pan strażnik przez chwilę próbował mnie przekonać, że może jednak się zmieszczę.

Nie.

Nie zmieszczę się.

Fizyka była tego wieczoru wyjątkowo nieustępliwa.

„Niech sobie on napisze”

W końcu rozmowa przeniosła się na wyższy szczebel dowodzenia.

Porozmawiałem telefonicznie z komendantem.

I wtedy zrozumiałem, że problem z Golfem jest właściwie najmniej interesującą częścią tej historii.

Pan komendant był, delikatnie mówiąc, mało uprzejmy.

Rozmawiał ze mną w sposób, który dość szybko zasugerował mi, że w tej historii to ja jestem problemem.

A ponieważ telefon był ustawiony na głośnik, wiedział doskonale, że go słyszę.

Nie przeszkadzało mu to jednak mówić o mnie w trzeciej osobie:

„Niech sobie on wyśle e-mail, to mu to wytłumaczymy”.

No dobrze.

To już nawet zaczynało mieć swój urok.

Ja stoję obok własnego garażu.

Obok stoi samochód, który uniemożliwia mi wyjazd.

Obok stoi Straż Miejska.

A człowiek po drugiej stronie telefonu tłumaczy, że mogę napisać e-mail, żeby dowiedzieć się, dlaczego nikt mi nie pomoże.

Kafka mógłby robić notatki.

Mały Człowiek

Platon porównywał ludzką duszę do trzech postaci.

Bestii.

Lwa.

I Małego Człowieka. 

Mały Człowiek symbolizuje rozum. Tę część nas, która powinna patrzeć na sytuację spokojnie, oceniać fakty i podejmować rozsądne decyzje, wyznaczać kierunek.

Kiedy pierwszy raz o tym czytałem, zastanawiałem się:

dlaczego właściwie mały?

Teraz chyba rozumiem.

Bo z całego zestawu naszych ludzkich możliwości właśnie rozsądek bywa najmniejszy.

Czasem mikroskopijny.

Czasem trzeba go szukać lupą.

Chciałbym żyć w świecie, w którym najpierw zadajemy sobie proste pytanie:

Co tutaj byłoby rozsądne?

Dopiero potem sprawdzamy przepisy.

Najpierw zdrowy rozsądek.

Potem duch prawa.

Na końcu jego litera.

Mam jednak wrażenie, że bardzo często robimy dokładnie odwrotnie.

Najpierw procedura.

Potem paragraf.

Potem formularz.

A na końcu, jeśli zostanie trochę czasu, człowiek.

Sztuczna inteligencja

I wtedy przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl.

Budujemy właśnie sztuczną inteligencję.

Wydajemy miliardy dolarów, żeby maszyny potrafiły analizować sytuacje, wyciągać wnioski, przewidywać konsekwencje i podejmować rozsądne decyzje.

Może robimy to dlatego, że zaczynamy odczuwać niedobór tej naturalnej.

Być może za kilka lat zapytamy komputer:

— Samochód blokuje jedyną drogę wyjazdową z budynku. Co zrobić?

A maszyna przez dwie sekundy przeanalizuje sytuację i odpowie:

— Usunąć samochód.

I wtedy wszyscy spojrzymy na siebie z podziwem.

Niesamowite.

Jak ona na to wpadła?

Golf nadal stoi.

Dziś jest niedziela, nie idziemy do pracy. Jakoś sobie poradzimy.

Mam tylko jeden problem.

Coraz lepiej rozumiem, dlaczego w filmach ludzie czasem przestają czekać na instytucje i biorą sprawy w swoje ręce.

Znajomy z lawetą zaczyna nagle wyglądać jak bardzo atrakcyjna koncepcja.

Na razie jednak ćwiczę stoicką powściągliwość.

Mały Człowiek jeszcze żyje.

Choć po wczorajszym wieczorze jest naprawdę bardzo, bardzo mały.