Ciekawość pod powierzchnią

Co sprawia, że schodzimy pod powierzchnię świata, którego nie znamy? Nasze pierwsze nurkowanie okazało się lekcją ciekawości, oddychania i doceniania tego, co zwykle uznajemy za oczywiste.

Na zdjęciu wyglądam jak człowiek, który wie, co robi.

Nie dajcie się zwieść.

Pianka, kamizelka wypornościowa, automat oddechowy, butla na plecach. Pełen profesjonalizm. Tymczasem jeszcze kilka godzin wcześniej wiedziałem o nurkowaniu mniej więcej tyle, że odbywa się pod wodą.

Ta historia miała powstać tydzień temu.

Nie powstała.

Nawał obowiązków i presja innych projektów zepchnęły ją na dalszy plan. Nie chciałem jednak, żeby przepadła. Niektóre doświadczenia są zbyt ważne, żeby pozwolić im rozpłynąć się w strumieniu kolejnych zadań, terminów i spraw oznaczonych jako „pilne”.

Zwłaszcza jeśli dzięki nim człowiek zaczyna inaczej myśleć o czymś tak oczywistym jak oddychanie.

Co tam jest pod wodą?

Kilka tygodni wcześniej spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi, Kasią i Patrykiem. Kasię znamy od dawna. Patryka trochę krócej. Okazało się, że ma wiele ciekawych pasji, a jedną z nich jest nurkowanie.

Zachęcił nas, żebyśmy spróbowali.

No to spróbowaliśmy.

Kierowała nami ciekawość.

Nie nurkowaliśmy wcześniej, więc nie mieliśmy pojęcia, jak to jest znaleźć się pod wodą z całym ekwipunkiem. Mogliśmy polegać tylko na tym, co opowiadali nam Kasia i Patryk, oraz na własnych wyobrażeniach. A te — jak to wyobrażenia — miały zapewne niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Wystarczyło to jednak, żeby pojawiło się pytanie:

Jak to jest tam pod wodą?

Myślę, że właśnie takie pytania od zawsze popychały ludzi do przekraczania granic.

Nie jesteśmy stworzeni do życia pod wodą. Nie mamy skrzeli. Nie mamy płetw ani łusek zamiast skóry. Nasze płuca potrzebują powietrza, a ciało bardzo szybko przypomina nam, że pod powierzchnią znaleźliśmy się w świecie, który nie jest naszym naturalnym środowiskiem.

Nie powstrzymało nas to jednak przed wymyśleniem narzędzi, dzięki którym ten świat stał się dla nas dostępny.

Ktoś kiedyś musiał stanąć nad brzegiem morza albo jeziora i zapytać:

Co tam jest, pod wodą?

I to pytanie nie pozostało bez odpowiedzi.

Bo ciekawość ma dwa poziomy.

Pierwszy to otwarty umysł, który pozwala zadać pytanie.

Drugi to wytrwałe dążenie do znalezienia odpowiedzi.

Ten drugi poziom jest znacznie trudniejszy. Historia pełna jest ludzi, którzy zatrzymali się na pierwszym. Piłat zadał przecież jedno z najważniejszych pytań, jakie można zadać: „Czym jest prawda?”. Problem w tym, że nie zaczekał na odpowiedź.

My nie chcieliśmy zatrzymać się na pytaniu.

Dlatego pożyczyliśmy od Oli i Kuby kamper i w weekend 14–16 sierpnia pojechaliśmy nad jezioro Piłakno na Mazurach.

Po odpowiedź.

Widok z góry

Baza nurkowa znajduje się w ośrodku Widok. Jest tam spory hotel, całkiem duże pole z domkami i — po krótkich negocjacjach — również miejsce dla kampera.

Nazwa ośrodka nie jest przypadkowa.

Widok rzeczywiście jest.

Ośrodek leży na wzniesieniu i nie trzeba nawet wypuszczać drona, żeby z pięknej perspektywy podziwiać mazurskie jezioro i otaczające je lasy. Wystarczy stanąć przed kamperem i popatrzeć.

W sobotę na godzinę 10.00 mamy umówioną pierwszą lekcję nurkowania. Stawiamy się na czas. Pełni pozytywnej energii.

I ciekawości, oczywiście.

Przygotowanie zajmuje nam prawie dwie godziny. Jest szkolenie, przegląd sprzętu, nauka podstawowych zasad, podglądanie innych nurków i ubieranie się w piankę. Każda czynność wymaga czasu. Niczego nie można zrobić byle jak ani pominąć.

Ale nam się nie spieszy.

Przeznaczyliśmy na nurkowanie cały dzień.

W końcu jesteśmy gotowi.

Anka wchodzi pierwsza. Każde z nas ma swojego instruktora. Między innymi dlatego nurkowanie nie należy do najtańszych hobby. Ale kiedy robisz coś po raz pierwszy w środowisku, w którym normalnie nie możesz oddychać, osobisty opiekun przestaje wyglądać jak zbędny luksus.

Nad wodą cały ekwipunek mocno ciąży nam na plecach. Z przodu dociążają nas duże ołowiane ciężarki. To dzięki nim będziemy mogli się zanurzyć.

Po drodze uczymy się mnóstwa nowych rzeczy. Jak porozumiewać się pod wodą. Jak działa kamizelka wypornościowa. Jak reagować w różnych sytuacjach. Czym tak naprawdę będziemy oddychać — bo nie jest to czysty tlen, jak często się potocznie mówi, lecz sprężone powietrze.

Spośród wszystkich instrukcji jedna jest jednak najważniejsza.

Oddychaj.

Tylko oddychaj

Ile czasu w ciągu zwykłego dnia poświęcasz na myślenie o oddychaniu?

Właśnie.

Prawdopodobnie niewiele.

Oddychanie należy do zbioru rzeczy opisanych etykietami: „to oczywiste” i „samo się robi”. Nie trzeba go planować. Nie trzeba wpisywać do kalendarza. Organizm nie wysyła rano powiadomienia:

„Pamiętaj dzisiaj regularnie oddychać”.

Po prostu to robimy.

Tymczasem przed wejściem do wody słyszymy, że na tym pierwszym etapie instruktor i technologia zajmą się całą resztą. Naszym podstawowym zadaniem jest oddychać.

Normalnie.

Spokojnie.

Rytmicznie.

I pod żadnym pozorem nie wstrzymywać oddechu.

Brzmi banalnie.

Przestaje być banalne, kiedy dociera do ciebie, że jesteś dwa, trzy albo cztery metry pod wodą. Nad głową masz wodę. Powietrze znajduje się w butli na twoich plecach, a do płuc dociera przez automat oddechowy.

Wtedy psychika zaczyna płatać figle.

Czynność wykonywana od chwili narodzin nagle wymaga uwagi. Każdy wdech staje się świadomą decyzją. Organizm niby wie, co robić, ale umysł nie do końca ufa tej nowej sytuacji.

Oddychaj.

Tylko tyle.

I aż tyle.

Kiedy myślę o tej lekcji, wracają do mnie słowa Epikteta. W Diatrybach wymieniał rzeczy tak zwyczajne, że prawie przestaliśmy je zauważać:

„Wielki jest Bóg, który dał nam ręce, zdolność przełykania, żołądek (…) i moc oddychania podczas snu”.

Epiktet, Diatryby, I.16, tłumaczenie własne

Moc oddychania podczas snu.

Jakie to niezwykłe, że niemal dwa tysiące lat temu stoicki filozof zwrócił uwagę dokładnie na tę czynność, którą ja musiałem na nowo odkryć kilka metrów pod powierzchnią mazurskiego jeziora.

Epiktet rozumiał coś, o czym łatwo zapominamy: rzeczy zwyczajne stają się niewidzialne właśnie dlatego, że są tak niezawodne.

Oddech.

Bicie serca.

Ciało, które wykonuje tysiące skomplikowanych operacji bez naszej świadomej pomocy.

Traktujemy je jak coś oczywistego. A przecież oczywiste nie znaczy nieistotne.

Może jest wręcz odwrotnie.

Może właśnie te najbardziej oczywiste rzeczy są najważniejsze.

Wróciłem z nurkowania z postanowieniem, żeby częściej zauważać procesy i momenty, które do tej pory traktowałem jak coś normalnego, automatycznego i gwarantowanego.

Pewnie jest ich wiele.

Więcej, niż chciałbym przyznać.

Podwodny archeolog

Byłem też pod ogromnym wrażeniem pasji i determinacji naszych opiekunów oraz instruktorów.

Moim instruktorem był Mateusz.

Wieczorem dosiadł się do nas przy kamperze i zaczął opowiadać swoją historię. Słuchaliśmy go jak słowiańskie plemię pieśni starożytnego barda.

Powiem tylko jedno.

Mateusz studiował…

Podwodną archeologię.

Tak.

Istnieje taki kierunek.

Podwodna archeologia!

How cool is that!

W jego opowieści zobaczyłem, dokąd może doprowadzić człowieka ciekawość, jeśli nie zatrzyma się na pierwszym pytaniu. Można uczynić z niej pasję. Można poświęcić jej lata nauki. Można zbudować wokół niej znaczną część swojego życia.

To już nie jest zwykłe: „Ciekawe, co tam jest”.

To decyzja, żeby naprawdę się dowiedzieć.

Odpowiedź

To był ciekawy i pełen emocji wyjazd.

Wróciliśmy z głowami pełnymi nowej wiedzy, doznań i historii. Cieszę się, że poszliśmy za ciekawością i nie poprzestaliśmy na wyobrażeniach.

Pojechaliśmy nad jezioro Piłakno, żeby znaleźć odpowiedź na pytanie:

Jak to jest tam pod wodą?

Znaleźliśmy ją.

Ale znaleźliśmy też odpowiedź na pytanie, którego wcześniej nie zadaliśmy.

Co z rzeczy, które wydają mi się zupełnie oczywiste, powinienem na nowo zauważyć i docenić?

Ciekawość poprowadziła nas pod powierzchnię.

Oddech przypomniał nam o tym, co najważniejsze.

Pojechaliśmy sprawdzić, co znajduje się pod wodą.

Wróciliśmy z większym szacunkiem do tego, co mamy nad nią.

Do ciekawości.

Do ludzi z pasją.

Do oddechu.

Do zwykłego faktu, że żyjemy.

A to chyba całkiem sporo jak na jeden weekend.