Energia miasta
Mieszkanie w Warszawie ma swoje plusy. Jednym z nich jest to, że można w dowolnym momencie — nawet w środku tygodnia — wyjść wieczorem na miasto, choćby na Krakowskie Przedmieście, i świetnie spędzić czas.
Tak było kilka dni temu.
Anka aż paliła się, żeby wyjść z domu. Ostatnie dni były chłodne i deszczowe, więc choć mamy lipiec, trochę się w tym domu kisiliśmy. Kiedy powiedziałem jej, że raczej nie dam rady, bo — oczywiście — mam dużo pracy, zrobiła smutną minę i poszła do siebie.
Po chwili zrobiło się jednak jakoś zbyt cicho.
Poszedłem więc do niej i zapytałem, czy nadal chce wyjść na miasto.
I tak sporo po ósmej trafiliśmy na Krakowskie Przedmieście. Na szczęście o tej porze roku dzień jest naprawdę długi. Można w niego dużo zapakować — jak do przepastnej torby z Ikei.
Nam udało się zmieścić w nim świetny spacer, kilka fajnych zdjęć i najpóźniejszą kolację w moim życiu. Jedzenie zamówiliśmy dopiero po 22.00.
Było warto.
A zdjęcia też wyszły całkiem nieźle. Przynajmniej moim zdaniem.






