West Pomerania Bike Tour 2.0. Dzień 4.

Zgubiona sakwa, most imienia Bartoszewskiego i hotel, któremu gwiazdki się nie należą. 109 km — rekord wyprawy i cierpliwości.

109 km! Tak, wczoraj zrobiliśmy ponad sto kilometrów. Nie mieliśmy innego wyjścia. Okazało się bowiem, że po stronie niemieckiej nie ma aż tak bogatej oferty hoteli, jak myślałem. Pierwszy hotel, który znaleźliśmy, jest w miejscowości Schwedt. Ale to było 101 km.

Jeszcze po polskiej stronie, zjeżdżając po podziurawionej drodze, Anka zgubiła jedną sakwę. Zatrzymaliśmy się na zdjęcie w małej wiosce i Anka krzyczy: „Mariusz! Zgubiłam sakwę!" Zrzucam z mojego roweru wszystkie bagaże i wracam po naszej trasie, rozglądając się na lewo i prawo. Sakwa, na szczęście, leży niecały kilometr od miejsca, gdzie się zatrzymaliśmy. Spokojnie sobie leży na środku drogi. Dobrze, że tu jest tak mały ruch samochodowy. Wracam do Anki z sakwą. Już z daleka słyszę: „Mój bohater!" Proszę, jak mnie żona doceniła. Aż mi się miło zrobiło.
Skąd te dodatkowe osiem kilometrów? Musieliśmy zjechać z trasy do Morynia. Jedynego miejsca, gdzie mogliśmy zjeść posiłek. Miasteczko bardzo ładne. Czyste, kolorowe, zadbane. Z fajną instalacją z kolorowymi parasolkami.

Uprzejma pani w restauracji pozwala nam podładować baterie, więc o nie się nie martwimy. Najadamy się do syta. Bistro z Miętą wie, jak zadbać o podróżnych.

Po drugiej stronie ulicy jest lodziarnia. Niestety, jest zamknięta. W każdy inny dzień działa, ale nie w poniedziałek. Anka jest rozczarowana, bo czytała, że te lody wygrały w konkursie na najlepsze lody w Polsce. Cóż, trzeba będzie tu wrócić na te lody, tylko nie w poniedziałek.

Jedziemy głównie dedykowaną ścieżką rowerową prowadzącą po starym nasypie kolejowym. Trasa jest idealna. Wije się przez pola i lasy, zahacza ledwo o miejscowości. Wcale nie jest taka płaska, jakbym myślał. Pociągi, okazuje się, też potrafią podjechać pod górę czasami. Nie jest to nic, co by nam utrudniło drogę. Wręcz przeciwnie. Jest ciekawie.

Docieramy do mostu pieszo-rowerowego nazwanego „Most Europejski". Jego patronem jest Władysław Bartoszewski. To ważny moment na trasie naszej wyprawy. Ten most był jednym z kluczowych powodów, dlaczego właśnie tutaj przyjechaliśmy.

Gdy w 2023 byłem tutaj z Mateuszem, wybraliśmy wariant przez Stargard i do tego mostu nie dojechaliśmy. Tym razem wybrałem pełną wersję trasy.
Most i jego okolica zachwycają. Odra w tym miejscu rozlewa się na lewo i prawo. Most Europejski to tak naprawdę dwa mosty. Na pierwszym jest nawet specjalna platforma widokowa. Można z niej podziwiać rzekę wijącą się od horyzontu do horyzontu i bezkresne połacie łąk i lasów. Piękny, sielankowy widok. Szczególnie na wiosnę, gdy ta zieleń jest tak jasna i intensywna.

Rozmawiamy krótko z parą Niemców, którzy jadą na rowerach w odwrotną stronę do nas. Wymieniamy doświadczenia i nawet robimy sobie selfie. Lubię takie drobne interakcje podczas moich podróży. Żałuję jedynie, że nie przykładałem się do nauki niemieckiego w liceum. Bardzo by nam się przydał.

Tym bardziej, że nasz dzisiejszy hotel: Hotel Oder — to jakaś pomyłka. Ma niby trzy gwiazdki, ale ja bym mu może jedną dał. Za wygodny materac i czystość. Ale za to nie ma czajnika w pokoju ani wody. Kelnerka w restauracji nie mówi NIC po angielsku. Menu jest oczywiście również tylko po niemiecku. Ja już jestem gotowy odpuścić sobie kolację, tak mnie to sfrustrowano. Sytuację ratuje pani z recepcji. Jej angielski to takie A1/A2, ale udaje nam się zamówić sałatkę.

Ceny z kosmosu oczywiście. Zapłaciliśmy dwa razy więcej niż w pięknym Akacjowym Dworze. Anka i nasze portfele już się nie mogą doczekać, jak wrócimy do Polski.

Mam też problem z rowerem. Pod koniec dnia mój silnik zaczął dziwnie się zachowywać. Zamiast zwiększyć moc, wyłączał się co i rusz. Udało nam się dojechać, bo jak jadę spokojnie, to wspomaganie działa, ale nie podoba mi się to. Jak mi padnie silnik tutaj, to jesteśmy w niezłych tarapatach. Akurat teraz jesteśmy najdalej od samochodu, jak się da, i to jeszcze w Niemczech.
Cóż, zobaczymy, jak się rower będzie sprawował piątego dnia.

Zaplanowaliśmy sporo krótszą trasę, tylko 71 km. I hotel mamy już w Polsce, pod Szczecinem.

ZDJĘCIA

Kilka fotek z wycieczki

VIDEO

Jest też film z tej wycieczki