West Pomerania Bike Tour 2.0. Dzień 8.

Ścieżka zrobiona dla króla Francji, las przed Mielnem, w którym chciałoby się zamieszkać, i wiatr, który zjadł 20% baterii na 10 km. R10 nie odpuszcza.

Pensjonat Pastelowy prowadzi młody chłopak, Janek. Rozmawialiśmy z nim krótko przy śniadaniu. Podzielił się historią swojej rodziny i tego miejsca. Rodzice mieli inny biznes, coś z kruszywem, ale chcieli się przerzucić na coś innego. Padło na pensjonat nad morzem. W Mrzeżynie mieszkała ich babcia, więc to miejsce wydawało się logiczne. Dzisiaj mają dwa budynki, 40 pokoi, 130 miejsc noclegowych. Nowocześnie, przemyślanie, przystępnie. Widać, że ktoś tu włożył głowę i serce.

Ta część R10 zachwyca różnorodnością. Trasa nie pozwala się nudzić. Do Kołobrzegu jedziemy wzdłuż drogi samochodowej, ale mamy swoją dedykowaną ścieżkę. Im bliżej miasta, tym ścieżka szersza. Zostawiamy samochody za sobą i podjeżdżamy bliżej morza. W samym mieście wszędzie bezpieczne ścieżki i przejazdy rowerowe. Czujemy się bezpiecznie. Ładne miasto, ale na razie miasta nie są naszymi ulubieńcami. Za duży tu harmider. Wszyscy gdzieś pędzą. I tyle tych ludzi. Nie wiem, jak ja wrócę do Warszawy.

Wyjazd z Kołobrzegu jest legendarny. Początek przez śliczny park miejski, gdzie ścieżka specjalnie tak jest poprowadzona, żeby się wić między drzewami. Potem wjeżdżamy na coś, co nazwałem „ścieżką zrobioną dla króla Francji". Wyłożona kostką w piękne esy-floresy, wiedzie tuż przy morzu. Fale rozbijają się o falochrony tuż obok nas.

Potem jest jeszcze kilka mega kawałków. W pamięć zapadnie nam ten przed Mielnem. Co za trasa! Wiedzie przez gęsty, piękny las z wysokimi, rozłożystymi drzewami liściastymi. Ściółka w kolorze rudowobrązowym. I ten grafitowy pasek asfaltu, który zawija się wokół drzew i wzniesień. Mógłbym tam zamieszkać.

Za Łazami trzeba na chwilę zostawić morze. Odbijamy w „kontynent", jak to Anka powiedziała. Na początku jest super, bo wiatr wieje nam w plecy. Świeci słońce. Jest zimno, ale znośnie. Całkiem przyjemnie.
Nawet zatrzymujemy się na chwilę nad jeziorem, żebym się mógł wykąpać. Wzbudzam sensację. Inni rowerzyści zatrzymują się i robią zdjęcia wariatowi, który wlazł do jeziora, gdy temperatura na zewnątrz ledwo dotyka 10 stopni.

A potem hardcore. Wyjeżdżamy na otwartą przestrzeń, lekkie wzniesienie. Tutaj wiatr uderza z pełną mocą. Wieje tak, że ledwo możemy jechać prosto. O sile wiatru świadczy jedno: poprzednie 55 km przejechaliśmy, tracąc jedynie 30% baterii. Teraz bateria spada do niebezpiecznego poziomu poniżej 20% na dystansie zaledwie 10 km. Musimy jechać wolno i z mniejszym wspomaganiem. Nie ma nic gorszego niż pusta bateria na rowerze elektrycznym.

Uff, udaje nam się jeszcze na baterii dojechać do hotelu w Dębkach.
Dzisiaj śpimy w Srebrnej Wydmie. Duży, nowoczesny pensjonat z basenem i małą strefą SPA. Do miasta i nad morze jest kawałek, ale postanawiamy się nie ruszać z hotelu. Skorzystamy z basenu i sauny. Wieczorem obejrzymy sobie jakiś głupkowaty film, tak dla zabicia czasu i zmęczenia.

ZDJĘCIA

Kilka fotek z wycieczki. Tym razem są tu również zdjęcia zrobione przez Anię.

VIDEO

Jest też film z tej wycieczki