SPOTKANIE AUTORSKIE

Miało być jak w amerykańskim filmie — autor, książka, podpisy — a wyszło coś lepszego: dawni uczniowie, róże w kolorze #EA5B0C i lekcja, że książki nie jadą w świat same.

Widziałem takie spotkania w amerykańskich filmach. Autor siedzi obstawiony swoimi książkami. Czeka na ludzi, którzy przyjdą po podpis i chwilę rozmowy. Albo inna scena. Autorka stoi na środku małej sali. Kilka osób siedzi przed nią trzymając na kolanach jej książkę. Ona opowiada z wypiekami na policzkach, jak ją pisała, co ją do tego zachęciło. Takie sceny ogląda się przyjemnie, siedząc na kanapie z kubkiem kawy.

W moje spotkanie autorskie było podobnie. I nie podobnie.

Podobnie, bo miałem piękne miejsce: księgarnię Polanglo na Chmielnej. Coś magicznego jest w miejscach, gdzie mieszkają książki — choć to raczej nie mieszkanie, a dworzec. Książki tutaj tylko bywają. Zabierają je do domów pasażerowie, by zrobić z nich użytek. By nadać sens ich istnieniu.

Były krzesła, mała sofa i stolik z wystawki naszej książki Boost Your Matura. Był wazon ze ślicznymi tulipanami. Ale najważniejsze — byli goście.

Już podjeżdżając pod Chmielną 27/31 widzę znajomą postać. To Kasia! Kasia z kanału Matka Książkoholiczka. Co za niespodzianka! No to mamy media coverage 😉

Nie zdążyłem się nawet dobrze przywitać, a pojawia się Łukasz. Mój uczeń z dawnych lat. Ale jak to, naprawdę?! Super niespodzianka!

Każdy znajduje sobie wygodne miejsce. Anka biega wokół i pstryka zdjęcia — musimy przecież mieć co wrzucić na social media. Ostatnio miałem takiego uśmiechniętego banana na buzi, jak zjeżdżaliśmy rowerami ze Zdziaru do Osturni na Szlaku Wokół Tatr. Pure bliss.

Potem dołącza Ania, kolejna z moich Drogich uczennic. I ma dla mnie prezent — piękny bukiet pomarańczowych róż. Idealny! Jak jeden z głównych kolorów w książce: #EA5B0C. Czasem kolory mówią więcej niż słowa.

Kasia domaga się prezentacji książki. Więc opowiadam. O mapach. O chmurkach. O maturalnym formacie ćwiczeń. Robimy test, czy działają linki do gier na telefonach. Sprawdzamy, czy mapa myśli otworzy się w wersji interaktywnej na tablecie. Opowiadam im też historię 42 kafelków na planszy gry Snake. Jeśli nie wiecie, jak to się wiąże z kulturą brytyjską... trzeba było przyjść na spotkanie 😉

Podpisuję książkę i dostaję burę. Okazuje się, że trzeba napisać dla kogo i się podpisać. A ja, świeżak w temacie podpisywania książek, napiszę tylko „Dla Łukasza” i tyle. Na szczęście jest z nami Anka, która oprócz zdjęć czuwa nad przebiegiem całego spotkania.

Gdy goście sobie poszli, spędzam bardzo miły czas z obsługą księgarni. Wojtek opowiada historię firmy i ciekawostki z rynku książek do nauki języków. Dowiedziałem się więcej niż przez ostatnie pięć lat. Każda księgarnia, każde wydawnictwo ma swoje opowieści — trzeba tylko zostać trochę dłużej, żeby je usłyszeć.

Wracam do domu spełniony i podekscytowany.

Bo spotkanie autorskie to nie jest tylko o książce. To jest o ludziach, którzy przyszli. O niespodziankach, które przynieśli. O rozmowach, których się nie planuje.

Krzesła. Tulipany. Bukiet pomarańczowych róż. Banan na buzi.

I poczucie, że te książki nie jadą w świat same.

ZDJĘCIA

Zdjęcia zrobiła Ania Mirecka.